X
Koniec sądów = koniec porno?!
Prawo

Koniec sądów = koniec porno?!

16 lipca 2017 1

Rok 2019, trwają przygotowania do godnego uczczenia 100-lecia bitwy warszawskiej. Rozpoczyna się kolejne posiedzenie Sejmu IX kadencji, PiS ma stabilną większość. Na mównicę wchodzi czołowa posłanka partii rządzącej z plikiem kartek w ręce. Mówi, że to projekt ustawy, który „ma na celu złożenie hołdu i dziękczynienia Najjaśniejszej Panience za cud bitwy warszawskiej”. Polska, jako kraj zajmujący szczególne miejsce w historii świata, ma obowiązek dawania przykładu innym narodom. „Podobnie jak 100 lat wcześniej zatrzymała bolszewików, teraz powinna zatrzymać zboczeńców, a do tego konieczne jest wyplenienie pornografii, która zatruwa umysły młodych Polaków”. Z dumą odczytuje kolejne zapisy przygotowanej przez siebie ustawy.

porno

Strach!

 

Na Polaków pada blady strach. „To się nie dzieje!” powtarzają do siebie. „Takie prawo nie może przecież zostać wprowadzone!”, „Tak się nie robi!”. Nastroje wprawdzie ponure, jednak to przecież „tylko plany”. Niestety, jeszcze tej samej nocy na stronie sejmu pojawia się gotowy projekt ustawy. Informuje o tym kot sejmowy – wiadomość zostaje 690 tys. razy udostępniona na Facebooku.  Kolejnego dnia następuje pierwsze czytanie. Dwa dni później ustawa leży na biurku Prezydenta RP. Prezydent zwołuje konferencję prasową i z powagą dziękuje parlamentowi za cywilizacyjny wkład w odbudowę świata opartego na wartościach. „W tym momencie jestem dumny, że jestem Katolikiem i Polakiem”. W blasku fleszy składa podpis pod ustawą. Bez echa przechodzą protesty Episkopatu Polski przeciwko instrumentalnemu wykorzystaniu wiary do bieżącej walki politycznej.

 

Na Facebooku tworzy się wydarzenie – planowane są protesty. Organizatorzy próbują zarejestrować zgromadzenie, jednak w całej Polsce dostają odmowy. Zgromadzenia z racji na obronę pornografii uznane są za godzące w moralność i porządek publiczny i przez to zakazane. Internet zalewa się gorzkimi memami. „Przecież ta ustawa jest jawnie niekonstytucyjna!” – co chwila pisze ktoś w komentarzach. Grupa posłów opozycji składa wniosek o zbadanie jej konstytucyjności. Rozprawie przewodniczy jeden z antysędziów, podczas wskazywania ustnych motywów rozstrzygnięcia pięciokrotnie pada fraza „Wielka Polska Katolicka”. Ustawa zostaje uznana za zgodną z Konstytucją RP.

 

Tydzień od wejścia w życie ustawy minister sprawiedliwości na konferencji prasowej prezentuje funkcjonalności Rejestru Dewiantów. „Proszę państwa, mogą państwo wyszukać nie tylko po imieniu i nazwisku, ale także po sprawowanym zawodzie i upodobaniach”. Jako przykład pokazuje dane dotyczące jednego z członków Naczelnej Rady Adwokackiej – „… lubi szczególnie kategorię Interracial, ale po rozprawach częściej klika na BDSM”.

 

Prokuratura rozpoczyna egzekwowanie przepisów karnych. Setki tysięcy osób dostaje wezwania na przesłuchania. Akty oskarżenia zaczynają spływać do sądów. Jeszcze z niedowierzaniem, ale już ze strachem oskarżeni stawiają się na rozprawach. Niestety w sprawie Mikołaja M. z Krakowa orzeka asesor, który zawdzięcza swoje powołanie ministrowi sprawiedliwości. Wie, że jeszcze rok i dostanie nominację sędziowską – musi się wykazać. Wymierzono karę 3,5 roku pozbawienia wolności za 3,5 GB pornografii na dysku. Mikołaj M. na rozprawie rozpłakał się. Razem z adwokatem przygotowują apelację, jednak sąd apelacyjny utrzymuje wyrok w mocy. „Jest jeszcze Sąd Najwyższy, złóżmy kasację!” – z łamiącym głosem mówi do swojego adwokata. Zrezygnowany adwokat przygotowuje niezbędne pisma.

 

Rozprawa kasacyjna. Sąd Najwyższy w składzie zmienionym przed dwoma laty uznaje, że to sprawa wielkiej wagi, Izba Karna zbiera się w pełnym składzie i nadaje rozstrzygnięciu moc zasady prawnej. Sędzia sprawozdawca, były prokurator z 5-letnim stażem, mówi, że „Chrześcijańskie podstawy państwa Polskiego są gwarantem jej trwania. Polska ma szczególne zadanie – to z niej ma iść przykład dla świata. Warunkiem tego jest skuteczna depornografizacja – a co za tym idzie, surowe karanie dewiantów”. Zostaje ustalony nieformalny taryfikator:

 

1 GB porno = 1 rok więzienia

 

W między czasie kolejne osoby są zatrzymywane, „niepokorne” i państwowe media prześwietlają upodobania seksualne niewygodnych działaczy opozycji. Mikołaj od 3 miesięcy siedzi w więzieniu. Przygotowuje skargę do Strasburga. Sprawa trafia na wokandę rok po wyjściu z więzienia. Przyznano mu rację, Polska musi mu wypłacić 350 tys. euro zadośćuczynienia. W miedzy czasie jednak stracił pracę, dziewczynę, a w Internecie do końca życia będzie znany jako „Mikołaj Masturbator”. Wyjeżdża za granicę. Pani Premier komentując wyrok ETPCz grzmi: „to naruszenie suwerenności państwa polskiego i Polska nie ugnie się przed dyktatem zboczeńców z Zachodu”. Ustawa zostaje zachowana, Polska wstrzymuje wypłatę odszkodowań.

 

To co opisano powyżej to oczywiście fikcja, jednak bez niezależnej władzy sądowniczej przerażająco realna.

 

Drogi anonimowy internauto, to właśnie tu i teraz dogorywa państwo prawa. Głosy protestu to nie kwik świń odrywanych od koryta, a wołanie o zachowanie ostatnich niezależnych instytucji. Nie dajmy demokracji zginąć w ciszy. W przeciwnym wypadku każdy absurd i fanaberia władzy może stać się obowiązującym prawem – także zakaz pornografii.

  • Chyba nigdy wcześniej nie było nam tak blisko do świata Orwell’owskiego.