X
Odcinanie głowy hydrze a obowiązek rejestracji kart pre-paid
Prawo, Technologie

Odcinanie głowy hydrze a obowiązek rejestracji kart pre-paid

29 stycznia 2017 0

Jedną z 12 prac Herkulesa było pokonanie Hydry. Potwór ten okazał się trudnym przeciwnikiem bowiem w miejsce odcinanej głowy odrastało kilka kolejnych. Pewną analogię do zmagań Herkulesa można odnaleźć w sposobie walki rządu z wrogiem, jakim jest terroryzm. Jednym z zastosowanych narzędzi jest zmuszenie wszystkich użytkowników kart pre-paid do ich rejestracji. Rzekomo ma to zwiększyć bezpieczeństwo państwa. Jak wiemy z mitologii, Herkules w końcu znalazł sposób na pokonanie hydry, niestety wydaje się, że równie optymistyczni nie możemy być w przypadku kart pre-paid.

Z dniem 1 lutego 2017 r. wyłączone mają być niezarejestrowane karty pre-paid. Stało się to na skutek wejścia w życie tzw. ustawy antyterrorystycznej. Na jej mocy każda osoba posiadająca taką kartę, chcąc zachować możliwość dzwonienia ze swojego numeru, musiała podjąć kroki do jego zarejestrowania.

 

Możliwość kupienia zarejestrowanej karty

 

Rynek wyczuł, że część osób w dalszym ciągu będzie chciała korzystać z dobrodziejstwa anonimowości. Żeby kupić zarejestrowaną kartę nie trzeba udawać się na lokalny bazarek i rozglądać się nerwowo wypatrując pana w długim płaszczu, a wystarczy wygodnie usiąść przed ekranem swojego komputera. Wpisanie tekstu „zarejestrowany numer” w popularnych portalach aukcyjnych wskaże nam sprzedawców, którzy dostarczą nam to czego szukamy.  Cena nie jest zbyt wygórowana.

 

Allegro

 

 

OLX

 

 

Straszenie Ministra Błaszczaka

 

Przeraża nieporadność legislatorów i brak umiejętności przewidzenia oczywistej konsekwencji pojawienia się obowiązku. Z istnienia czarnego rynku zdają sobie sprawę rządzący. Minister Błaszczak powiedział:

 

– Trzeba mieć świadomość tego, że ci, którzy sprzedają te karty, narażają się na konsekwencje prawne w sytuacji, jeżeliby te karty zostały użyte w przestępstwach. Przestrzegam tych wszystkich, którzy sprzedają te karty. Nowe przepisy antyterrorystyczne są oceniane bardzo wysoko przez naszych partnerów, nie jest to nic nowego i niezwykłego w Unii Europejskiej. Podobne rozwiązania są np. w Niemczech – powiedział Błaszczak.

 

Wypowiedź ta jest niejasna i nie precyzuje o jakich przepisach myślał minister mówiąc o „konsekwencjach prawnych”.

 

Fundacja Panoptykon zwróciła się do Ministra w sprawie wyjaśnienia tej wypowiedzi. W artykule opisującym te sprawę odpowiedź MSWiA przedstawia się następująco:

 

W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej, w którym spytaliśmy o podstawy prawne ewentualnej odpowiedzialności handlarzy kartami, MSWiA oficjalnie poinformowało nas, że „przedmiot wniosku sprowadza się do żądania informacji o bliżej niesprecyzowanych przepisach prawa, a więc nie jest to informacja publiczna”. Nieco więcej informacji resort przekazał za pośrednictwem portalu społecznościowego. „Osoba, która sprzedała zarejestrowaną kartę, może stać się pierwszą osobą powiązaną z przestępstwem – może się to wiązać z koniecznością składania wyjaśnień, przeszukaniem mieszkania, zaliczeniem do grona osób podejrzewanych”. Zdaniem MSWiA w skrajnych przypadkach możliwe są nawet zarzuty „ułatwienia popełnienia przestępstwa, pomocnictwa, popełnienia przestępstwa z odpowiedniego paragrafu Kodeksu karnego”.

 

Fakt, osoba, na którą zarejestrowano numer może mieć nieprzyjemności związane z potencjalnym wkroczeniem służb do jej domu. Jednak nie przesądza to o jej odpowiedzialności karnej. Jeżeli nie będzie miała żadnego związku z popełnieniem przestępstwa to służby po czynnościach wyjdą z domu i nie będą takiej osoby niepokoić. Sprzedawcy pewnie wkalkulowują taką możliwość w swój biznes.

 

Ministerstwo wskazuje w cytowanej odpowiedzi, że obok nieprzyjemności związanych z proceduralnym wejściem odpowiednich służb do domu sprzedawcy, może grozić także odpowiedzialność karna za „pomocnictwo”. Na szczęście o tym czym jest pomocnictwo nie decyduje jeszcze polityka, a przepisy prawa. Pomocnictwo jest uregulowane w art. 18 § 3 kodeksu karnego

 

Art. 18 § 3. Odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

 

Analizując sytuację dostarczenia terroryście numeru telefonu, który okazał się kluczowy do popełnienia przestępstwa, to na płaszczyźnie przedmiotowej faktycznie nastąpiło „ułatwienie” popełnienia przestępstwa. Jednak jest to niewystarczające do skazania kogoś za pomocnictwo w jakimś typie czynu zabronionego. Kluczowe jest użycie w przepisie frazy „kto w zamiarze”. Oznacza to, że sprzedawca musi mieć świadomość tego, że nabywca chce wykorzystać kartę do popełnienia jakiegoś konkretnego przestępstwa. Przed sądem musi być wykazane, że dana osoba wiedziała o konkretnych planach nabywcy. To będzie bardzo trudne. Z pewnością nie wszystkie sprzedane karty będą wykorzystywane w celu popełnienia przestępstwa. Po 1 lutego 2017 r., podobnie jak wcześniej, będzie istniało dużo motywacji do posiadania niezarejestrowanej karty.

 

Oto przykład ogłoszenia ze znanego serwisu aukcyjnego.

 

 

Sprzedawca deklaruje wprost, że nie będzie pytał o cel zakupu karty. Skoro nie będzie wiedział do czego karta ma zostać użyta, to nie będzie można go skazać za pomocnictwo do popełnienia czynu zabronionego.

 

Czy ustawodawca może zareagować inaczej?

 

Póki co obowiązuje jeszcze w polskim systemie prawnym podstawowa zasada prawa karnego nullum crimen sine lege, oznaczająca, że nie można nikogo skazać za zachowanie, które nie było karalne w momencie jego popełnienia. Nie ma obecnie przepisu, który penalizowałby samą sprzedaż zarejestrowanych kart. Możliwe, że zostanie wprowadzone jakieś przestępstwo próbujące zatrzymać proceder sprzedaży zarejestrowanych kart, jednak to jeszcze nie nastąpiło.

 

Czy to załatwi problem? Z pewnością nie, czarny rynek będzie istniał tak długo, jak będzie taka potrzeba. Możliwą konsekwencją rynkową będą pewnie wyższe ceny oferowanych kart. Znajdą się na pewno jakieś osoby, na które zarejestrować będzie można karty – np. osoby śmiertelnie chore lub bezdomne – dla nich potencjalna wizja trafienia przed organy ścigania nie jest tak straszna jak dla pozostałej części społeczeństwa. Dla osoby przygotowującej zamach takie przeszkody nie będą stanowić zapory finansowej.

 

Skutek odwrotny do zamierzonego

 

Można zaryzykować postawienie tezy, że obowiązek rejestracji kart pre-paid przyczyni się do zmniejszenia bezpieczeństwa państwa i utrudni walkę z terroryzmem. Osoby, które będą chciałby być anonimowe i tak znajdą sposób na kupno karty już zarejestrowanej na kogoś innego, a przez to uwaga organów ścigania w pierwszej fazie zostanie skierowana na fałszywy trop. Przestępca będzie miał więcej czasu na zatarcie śladów i ucieczkę.

 

Podsumowanie

 

Na koniec wróćmy jeszcze do metafory z mityczną Hydrą i spójrzmy na konsekwencje walki z terroryzmem za pomocą rejestracji kart pre-paid.  Przyjrzyjmy się niektórym konsekwencjom wprowadzonego obowiązku.

 

Problem 1

 

Cześć terrorystów może korzystać z niezarejestrowanych kart pre-paid.

 

Rozwiązanie 1

 

Nakaz rejestracji wszystkich kart pre-paid

 

Skutki

 

  • Zmuszenie milionów Polaków do rejestracji kart pre-paid.
  • Zmuszenie operatorów sieci telefonicznych do zwiększenia biurokracji poprzez nałożenie na nich obowiązków prowadzenia bazy danych.
  • Stworzone bazy danych mogą stać się przedmiotem ataków i dawać możliwość wykradania danych, których wcześniej nie było.
  • Pozbawienie społeczeństwa możliwości błyskawicznego kupna karty pre-paid i skorzystania z dobrodziejstw takiego rozwiązania.
  • Stworzenie miejsca na czarny rynek kart zarejestrowanych na kogoś innego.
  • Przestępca kupujący zarejestrowaną kartę kieruje organy ścigania na fałszywy trop, przez co organy tracą czas w początkowej fazie prowadzonego postępowania.

 

Wydaje się, iż pozytywów w kontekście zakładanego celu jest niewiele i wpływ na ochronę przed terroryzmem jest raczej nikły. Państwo uruchomiło machinę, która nakłada na obywateli nowe obowiązki i ogranicza ich prywatność. To jednak nie koniec możliwych konsekwencji. Potencjalnym rozwiązaniem istnienia rynku zarejestrowanych kart będzie wprowadzenie przestępstwa zakazującego takiego procederu. To pociągnie za sobą kolejne skutki. Wymieniając chociażby niektóre należy wspomnieć o tym, że Policja rozpocznie ściganie „nowych przestępców”. Będzie więc poświęcała czas na tropienie drobnych rzezimieszków, których nie byłoby gdyby pierwotnego obowiązku nie wprowadzono. Takie osoby będą zajmowały nie tylko czas policji, ale także prokuratury i sądów. Poza tym część osób trafi do więzienia, za co zapłacą podatnicy. Ściganie takich przestępstw będzie „opłacalne” dla Policji. Wystarczy bowiem, że będą śledzili pojawiające się ogłoszenia o ofercie sprzedaży. To łatwy punkt do statystyk policyjnych – takiej pokusie nie będzie się łatwo oprzeć.

 

Jak widać, w kontekście zakładanego celu antyterrorystycznego, omawiane rozwiązanie wydaje się nie tylko nie spełniać go, ale wręcz go utrudnia a ponadto tworzy nowe problemy. Możliwe, że antyterrorystyczna narracja nie mająca nic wspólnego z rzeczywistymi motywacjami, a wspomniane rozwiązanie bardziej „pasowałoby” do tzw. ustawy inwigilacyjnej.