X
Internetowy pręgierz. Uwagi na marginesie książki #WstydźSię! Jon’a Ronson’a
Filozofia, Prawo, Technologie

Internetowy pręgierz. Uwagi na marginesie książki #WstydźSię! Jon’a Ronson’a"

1 czerwca 2017 0

Jedną z mocniejszych scen w Grze o Tron jest marsz pokutny Cersei Lannister. Dumna i wyniosła kobieta zostaje zmuszona do nagiego przemarszu ulicami Królewskiej Przystani. Cersei towarzyszy septa, która w rytm kroków porusza dzwonkiem i wykrzykuje jednostajnie „shame!” (wstyd). Początek marszu jest spokojny, Cersei schodzi ze schodów i wchodzi pomiędzy ludzi zebranych na trasie przemarszu. Tłum biernie przygląda się całemu wydarzeniu, jednak ciszę przerywa pierwsze wyzwisko rzucone w jej stronę. Jest to punkt zapalny, po którym w stronę Cersei lecą nie tylko obelgi, ale także inne nieczystości i jedzenie. Od krwawego samosądu ochraniają ją tylko idący wokół niej żołnierze. Jon Ronson w książce #WstydźSię! opisuje zachowania tłumów w Internecie, dowodzi też, że publiczne zawstydzanie powróciło do łask, a jego siła rażenia nie straciła na mocy. Podobnie jak w przypadku Cersei do eskalacji wystarczy jeden gest –słowo, tweet czy post na Facebooku.

Dziennikarz

 

Jon Ronson nie jest ani psychologiem, ani socjologiem, ani prawnikiem – jest dziennikarzem i z tej perspektywy podchodzi do kwestii zawstydzania. Perspektywa ta ma duże przełożenie na formę książki. Czytając ją mamy wrażenie, że uczestniczymy w dziennikarskim śledztwie, które trzyma nas w napięciu przez kolejne karty publikacji.

 

Książka zaczyna się od opisu historii, która przydarzyła się autorowi. Trzech pracowników uniwersyteckich założyło konto na Twitterze, podszywając się pod Jon’a Ronson’a. Kiedy Ronson się o tym dowiedział czuł się niekomfortowo i poprosił o usunięcie konta. Nie udało mu się osobiście przekonać tych osób, dlatego postanowił poprosić o pomoc użytkowników sieci. Dopiero fala krytyki płynąca z komentarzy spowodowała, że sporne konto zostało usunięte. To zwycięstwo zaskoczyło go na tyle, że zaczął przyglądać się innym przykładom Internetowego napiętnowania aż doszedł do zaskakującego również dla niego wniosku:

 

„Któregoś dnia uderzyła mnie pewna myśl. Oto mieliśmy do czynienia z czymś o naprawdę znaczących konsekwencjach. Byliśmy świadkami renesansu publicznego piętnowania. Po stu osiemdziesięciu latach przerwy (w Zjednoczonym Królestwie kary publiczne zniesiono w 1987 roku, a w Stanach Zjednoczonych w 1897). Powracało ono w wielkim stylu.”

 

Zaznacza tutaj jednak pewną zmianę w stosunku do czasów minionych. Tym razem to nie państwo decyduje kto może stać się przedmiotem publicznego piętnowania a sami obywatele, w osobach internautów:

 

 „Przemówili pozbawieni głosu. Nastąpiła demokratyzacja sprawiedliwości”

 

Z jednej strony można pomyśleć, że to dobrze – w końcu władza jest bliżej obywatela. Jednak przejawem rozwoju cywilizacyjnego państw było odbieranie możliwości wymierzania sprawiedliwości przez obywateli samodzielnie. Wiązało się to ze zbyt dużym niebezpieczeństwem niesprawiedliwych rozstrzygnięć, możliwością eskalacji konfliktu i stosowania reakcji nieadekwatnej do wyrządzonego czynu. Może wydawać się to obecnie niepopularne, jednak z całą stanowczością trzeba podkreślić, że wymiar sprawiedliwości – wraz z całym swoim aparatem i procedurami – jest potrzebny, mimo że nie jest tak efektywny i efektowny jak by tego chciało społeczeństwo. Wymierzenie sprawiedliwości jest procesem, który musi trwać. Druga strona musi otrzymać szansę wypowiedzenia się przed uruchomieniem machiny zniszczenia. Niektórzy bohaterowie książki Ronsona nie mieli takiej możliwości.

 

„Bohatorowie” 

 

Bohaterami są prawdziwe osoby będące „ofiarami” internetowego piętnowania. Część z tych postaci zasłużyła na surowe potraktowanie, jednak nie wszyscy. Niezależnie jednak od tego co zrobili wydaje się, że skala ataku na nie jest zatrważająca. Ronson nie ogranicza się do opisywania zdarzeń, o których przeczytał w Internecie, ale staje się dotrzeć do tych osób:

 

„Umawiałem się z nimi w restauracjach i lotniskowych kafejkach – pojawiały się przede mną upiorne postaci, które wałęsały się po globie niczym żywe trupy, wciąż jeszcze ubrane w garnitury i garsonki, przypominające im o dawnym życiu.”

 

Osoby te nie miały szansy na odniesienie się do zarzutów, a nawet jeżeli to robiły, ich głos ginął w lawinie internetowego oburzenia, stali się niesłyszalni.

 

Ronson książkę buduje w ten sposób, że opisuje przypadki internetowego zawstydzania i przeplata to rozważaniami ogólniejszej natury. Próbuje wielowymiarowo odpowiedzieć na pytanie czym jest interesujące go zjawisko. Są więc tam rozważania prawnicze, a także historyczne, socjologiczne i psychologiczne.

 

Ciekawe rozważania snuje nad powodami, dla których konkretne osoby padają ofiarą publicznego piętnowania. Oczywiście podstawą jest jakieś zachowanie, które może budzić powszechne oburzenie, jednak to nie wszytko. Ronson uważa, że istotnym czynnikiem, który zwiększa intensywność internetowej machiny zniszczenia jest kwestia należenia do uprzywilejowanej grupy społecznej. W praktyce wystarczy aby wydawało się nam, że dana osoba do takiej grypy należy. Może być to związane, z potrzebą niesienia pomocy słabszym, mniej znanym, a więc bliższym internetowej masie. Jako przykład z polskiego podwórka można podać sytuację podawaną przez polskie media na początku maja 2017 r., kiedy ceniona pani filozof – dr Aleksandra Przegalińska opisała na Facebooku historię swojej korespondencji z osobą z produkcji programu znanej dziennikarki Martyny Wojciechowskiej. Za eksperckie konsultacje miała nie dostać wynagrodzenia, co więcej – nazwisko pani Przegalińskiej w ogóle miało pojawić się w napisach końcowych programu. Informacja, z racji na celebrycki status Martyny Wojciechowskiej, zyskała popularność, a w sieci zaczęły się mnożyć komentarze piętnujące ją personalnie. Nie chodzi tutaj o krytykę stawania po stronie dr Przegalińskie -, gdyż została potraktowana w sposób skandaliczny – problematyczne jest jednak to, że nie poczekano na wypowiedź samej Martyny Wojciechowskiej. Dr Przegalińska opisała przecież swój kontakt z osobą przedstawiającą się jako asystentka Martyny Wojciechowskiej, która mogła o tej sprawie nie wiedzieć. Na portalu wykop.pl informacja o tym incydencie zyskała dużą popularność i była często komentowana (181 komentarzy). Informacja o tym, że sama Martyna Wojciechowska nie wiedziała o sposobie potraktowania dr Przegalińskiej nie zatrzymała fali krytyki.

 

Zrzut ekranu 2017-05-30 o 13.12.20

 

Jak widać publiczne napiętnowanie jest siłą, którą ciężko zatrzymać, nawet w obliczu faktów mogących świadczyć o przesadzeniu podstaw reakcji.

 

Internetowy tłum

 

Inną ciekawą obserwacją natury ogólnej jest zauważenie analogii pomiędzy ludźmi dokonującymi internetowego napiętnowania do zachowania tłumów. Ronson posługuje się tam przykładami zamieszek, gdzie ludzie zachowują się inaczej niż by to miało miejsce w pojedynkę, nawiązuje w tym miejscu do znanej książki Le Bona „Psychologia tłumu”. Odnosi się też do „stratfordzkiego eksperymentu więziennego” Filipa Zimbardo, w którym badacz podzielił studentów na więźniów i strażników, następnie kazał im odgrywać przypisane role. Eksperyment został przerwany ze względu na brutalność, do jakiej doszło po kilku dniach jego trwania. Analogia miała dowodzić, że tłum internautów pastwiących się nad swoją ofiarą w Internecie działa tak brutalnie ze względu na płaszczyznę wspólnego działania.

 

Ważną obserwacją zawartą w książce jest podkreślanie realnych skutków komentarzy internautów. Ronson poprzez przykłady pokazuje, że życie osób poddanych procesowi internetowego piętnowania istotnie zmieniło się. Chciał zwrócić uwagę, że na zmasowaną akcję składają się pojedyncze wpisy. Każdy uczestnik jest więc współodpowiedzialny za finalne efekty akcji. Ronson z ubolewaniem jednak stwierdza, że tej świadomości nie ma – posługuje się porównaniem:

 

„Płatek śniegu nigdy nie czuje się odpowiedzialny za lawinę.”

 

Jest jednak inaczej. Właśnie w połączeniu zaangażowania wielu indywiduów przejawia się moc akcji skierowanych w konkretne osoby. Dla tych, którzy stają się celami ataków to ciężkie przeżycie, które nie pozostaje bez wpływu na ich życie. Nie chodzi tylko o ich dobre samopoczucie, ale także o kontakty międzyludzkie i możliwości znalezienia pracy. Trzeba być tego świadomym za każdym razem jak nasze palce lądują na klawiaturze w celu napisania „sprawiedliwościowego” wpisu.

 

Książka  opisuje internetowe akcje zawstydzania skupiając się na ich negatywnych skutkach. Autor stara się być choć trochę pozytywny i sprawdza czy jest nadzieja powrotu do normalnego życia. Odpowiedź nie jest jednak satysfakcjonująca. Ronson opisuje np. warsztaty pozbywania się wstydu oraz korzystanie z usług firm zarządzających reputacją. Niestety skuteczność tego typu rozwiązań jest mizerna. Dla osób szukających w książce pocieszenia, jej lektura musi być kolejnym ciosem.

 

Wymiar sprawiedliwości

 

Ronson próbuje pokazać publiczne zawstydzanie z jak najszerszej perspektywy w tym także z perspektywy prawnej. Chodzi o wykorzystanie publicznego zawstydzania w wymiarze sprawiedliwości. Lektura książki przez polskiego czytelnika w tym aspekcie może być trochę dezorientująca. Związane jest to z faktem, iż amerykański system wymiaru sprawiedliwości jest inny od polskiego. Możliwe bowiem jest tam wymierzanie kar wymyślonych przez sędziego, w Polsce można stosować tylko kary zawarte w ustawie. Ronson udaje się do Waszyngtonu, do biura kongresmena, byłego sędziego, który znany był ze swoich kreatywnych kar jakie wymierzał. Ted Poe, bo o nim mowa, dorobił się przydomku „The King of Shame”.

 

Wśród kar jakie stosował były także takie opierające się na wykorzystaniu wstydu jako narzędzia wymierzania sprawiedliwości. Osobie, która spowodowała wypadek, w którym zginęły dwie osoby sędzia nakazał, m.in. raz w miesiącu – przez 10 lat – nosić napis „Zabiłem dwoje ludzi, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu” przed barami i szkołami średnimi oraz uczestniczyć w sekcji zwłok ofiary wypadku spowodowanego przez pijanego kierowcę. Pomimo krytyki płynącej z różnych stron kontynuował swoje praktyki, co spowodowało, że zyskał popularność i został wybrany do kongresu. Ronson – pomimo wskazywanej od początku niechęci do postawy tego byłego już sędziego – wydaje się, że łagodzi swoje stanowisko w tym przypadku. Poe zaprezentował statystyki, w którym wskazał, że o ile prawdopodobieństwo powrotu do przestępstwa w przypadku skazywania na kary pozbawienia wolności jest wysokie, to w jego przypadku – po publicznym zawstydzaniu – 85% nie wraca na kryminalną drogę. Jak sam Ronson napisał „Poe okazał się być irytująco przekonujący”. Mimo tego, że jego statystyki w okazały się być nieco naciągane, ponieważ na publiczne zawstydzanie skazywał przeważnie osoby, które popełniły przestępstwo po raz pierwszy. Ronson po rozmowach z osobami poddanymi karom wymyślonym przez Teda Poe zdziwił się, że uznawali oni swoje zawstydzanie za coś pozytywnego w ich życiu. Pozwoliło bowiem im to poczuć odkupienie win, zadośćuczynienie za zło jakie popełnili.

 

Zatem Ronson, pomimo swojej generalnej niechęci do publicznego zawstydzania, pozostawił niejako w zawieszeniu ocenę możliwości wykorzystywania zawstydzania na gruncie wymiaru sprawiedliwości. Ten aspket wykorzystania Internetu wart jest podjęcia dalszych rozważań.

 

Podsumowanie

 

Książka Ronsona jest bardzo pouczająca. Treści związane z samą naturą zawstydzania zręcznie przeplatane są historiami, w których wystąpiło to zjawisko. Mamy do czynienia zarówno ze sprawami dużego kalibru jak i tymi mniejszymi. Ronson wykonuje bardzo rzetelną pracę dziennikarską, stara się dotrzeć nie tylko do źródeł, ale także bohaterów skandali. Jest na tyle skuteczny, że część osób postanawia się z nim spotkać i podzielić swoimi trudnymi przeżyciami.

 

W trakcie pracy nad książką i głębszego wchodzenia w temat kształtuje się zdecydowana niechęć autora do publicznego zawstydzania. Wbija on szpilę w nasze dobre samopoczucie związane z uczestniczeniem w publicznym piętnowaniu. Przyznaje, że wprawdzie daje to poczucie sprawczości, jednak pociąga za sobą daleko idące konsekwencje. Bytowanie niektórych osób – na skutek także naszych wpisów – może się diametralnie zmienić. Musimy sobie więc odpowiedzieć na pytanie czy chcemy mieć czyjeś życie na sumieniu. Szczególnie, że podstawy do wymierzenia sprawiedliwości w wersji instant mogą okazać się nieprawdziwe. Nie bez powodu słowem roku 2016 według Oxford Dictionaries zostało post-truth (post-prawda). Nie zawsze więc podstawa do naszego oburzenia jest prawdziwa, a napisanych słów –  także w Internecie – nie da się cofnąć.

 


 

Wszystkie cytaty pochodzą z polskiego wydania książki Jona Ronsona #WstydźSię! (tytuł oryginalny  So You’ve Been Publicly Shamed ), tł. Katarzyna Dudzik, Olga Siara (posłowie). Wydawnictwo Insignis, Kraków 2017.