X
Więzienia na Marsie
Prawo, Technologie

Więzienia na Marsie

9 marca 2016 0

Patrzenie w piękno rozgwieżdżonego nieba musi rodzić pytania natury ogólnej. Świadomość istnienia ogromnej ilości  galaktyk, gwiazd i planet pozwala też uświadomić sobie jak mała jest nasza planeta i wzbudza pragnienie poznania tak odległych dla nas miejsc. Podbój kosmosu to motyw, który rozpala wyobraźnię od tysiącleci, jednak aż do połowy XX wieku eksploracja kosmosu była jedynie marzeniem. Dopiero rozwój silników rakietowych pozwolił na poważne myślenie o postawieniu ludzkiej stopy na innym ciele niebieskim. W 1969 r. załoga misji Apollo 11 dokonała w tym zakresie przełomu i od tej pory nasz apetyt ciągle rośnie. Ograniczenia jakie nakłada na nas fizyka studzą zapędy podboju innych galaktyk, jednak celem nie mniej ambitnym dla współczesnego człowieka jest załogowa misja na Marsa.

Plany podboju Marsa

 

W 2016 r. upragnionego Oskara otrzymał Leonardo Di Caprio, co sprawiło ulgę internautom na całym świecie. Pokonał on między innymi Matta Damona, który był nominowany za rolę w filmie Marsjanin, opartym na książce Andy’ego Weira o tym samym tytule. Ta hollywoodzka superprodukcja zwróciła oczy całego świata w stronę Czerwonej Planety. Przedstawia historię bliżej nieokreślonej, choć nieodległej przyszłości, kiedy podczas załogowej misji na Marsa  jeden z uczestników zostaje na niej sam i musi przeżyć do czasu przybycia misji ratunkowej. Dzięki m.in. umiejętności sadzenia ziemniaków cel zostaje osiągnięty. Mnóstwo osób miało okazję zobaczyć film i spróbować wczuć się w rolę kosmicznego odkrywcy. Jednak film, nawet ten najlepiej zrealizowany, to tylko fikcja. Czy wizja z filmu ma w najbliższym czasie szansę na realizację?

 

„Byłoby całkiem fajnie umrzeć na Marsie”. Te słowa wypowiedziane przez Elona Muska podsyciły ekscytację związaną z realnymi planami misji na Marsa. Jako przedsiębiorca, miliarder i pionier lotów kosmicznych (dzięki czemu stał się inspiracją dla stworzenia postaci Iron Man’a) jest tą osobą, której słowa i plany są analizowane szczególnie uważnie. Skoro taka osoba wypowiedziała cytowane słowa, oznacza to, że coś musi być na rzeczy. Jednak póki co warunki na Marsie są zbyt wrogie dla człowieka. Mieszkanie możliwe byłoby jedynie w szczelnych kapsułach. NASA wskazała, że ten problem mogłoby rozwiązać zwiększenie grubości atmosfery Czerwonej Planety dzięki działalności gazów cieplarnianych. Ideę rozwinął w jednym z telewizyjnych wywiadów Musk. Powiedział, że najszybszym sposobem stworzenia atmosfery na Marsie jest zdetonowanie bomb termojądrowych na jej biegunach. Według ScienceAlert, komentującego te słowa:

 

Podstawą pomysłu z bombami jest założenie, że ich wybuch rozgrzeje zamrożony CO2, który znajduje się na biegunach planety. To spowoduje uwolnienie tego gazu do atmosfery, co z kolei zwiększy jej gęstość. Grubsza warstwa pomoże ogrzać Czerwoną Planetę, dzięki czemu możliwe będzie występowanie na niej wody w postaci płynnej. 

 

Teoretycznie więc są dwie możliwości rozwijania życia na Marsie – albo w szczelnych kapsułach, albo na jej powierzchni, co jednak uzależnione jest od zwiększenie grubości marsjańskiej atmosfery.

 

Kto na Marsa?

 

Komercyjnym przedsięwzięciem, które planuje wysłać załogową misję jest projekt Mars One. Jego celem jest stworzenie stałej kolonii na Marsie. Terminarz projektu wygląda ambitnie – w 2020 roku wysłany ma być statek  bez człowieka, natomiast za 10 lat – w 2026 r., rozpocząć ma się podróż pierwszej grupy ludzi, która będzie trwać 26 miesięcy. Podróż ma być w jedną stronę, oznacza to, że nie będzie można się z niej wycofać po wejściu na pokład statku. W 2013 roku rozpoczął się proces selekcji uczestników pierwszej wyprawy, według organizatorów zgłosiło się ponad 200 tys. osób., do ostatniego etapu rekrutacji zakwalifikowało się 3 Polaków. Optymizm uczestników ostudzić mogą nieco badania MIT, w których szacuje się, że pierwsi kolonizatorzy przeżyją na Marsie jedynie 68 dni.

 

Co jednak gdyby udało się zbudować stałą bazę? Jak zapełnić ludźmi nową planetę? Jedną z możliwości jest wysyłanie tam więźniów.

 

Mars nową Australią

 

Kara pozbawienia wolności w obecnym jej kształcie to efekt humanitaryzowania reakcji karnej zapoczątkowanej w erze nowożytnej. Wprawdzie motywy jej upowszechnienia były wzniosłe (miała m.in. zastąpić powszechnie stosowaną karę śmierci), to obecnie – także ze względów humanitarnych – jej sensowność wydaje się być wysoce wątpliwa, a w niektórych krajach bywa ponadto nadużywana. Pod tym względem przodują Amerykanie – ponad 2,2 mln ludzi przebywa w więzieniach w USA. Znacznie większe (i wydawałoby się także bardziej surowe) Chiny trzymają w więzieniach „tylko” 1,64 mln ludzi. Szczególnie dotkliwe są długotrwałe kary pozbawienia wolności, także USA na tym polu wykazują niezdrową fascynację długością kar. W Polsce najsurowsza kara to dożywotnie pozbawienie wolności, w USA w jednym wyroku można orzec jednak znacznie więcej. Jako przykład można wskazać wyrok dla zabójcy 12 osób, który został skazany na 12 kar dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości warunkowego przedterminowego zwolnienia oraz dodatkowo 3318 lat więzienia. Perspektywy takiego skazanego nie wyglądają zbyt optymistycznie. Z pewnością nigdy nie wyjdzie już z więzienia. „Drugą szansą” dla takiej osoby mogłaby być misja na Marsa.

 

W historii prawa karnego był już taki okres, kiedy to przestępców wyrzucano z własnego terytorium. Najbardziej znany przykład to Wielka Brytania, która wysyłała skazanych do swoich zamorskich kolonii. W latach 1788 – 1868 na tej właśnie podstawie do Australii trafiło ok 162 tys. osób. Australia u swoich początków była więc karną kolonią i państwem budowanym przez osoby skazane. Ale czy chcielibyśmy, żeby pierwsza ludzka kolonia na innej planecie była tworzona przez kryminalistów? Jak na tym wyszła Australia? Wydaje się, że całkiem nieźle. Państwo to znajduje się wśród najbardziej rozwiniętych krajów świata. Ponadto zgodnie ze Światowym Indeksem Szczęścia, opracowanym na zlecenie ONZ, Australijczycy znajdują się na 10. miejscu wśród najbardziej szczęśliwych narodów, Wielka Brytania w tym rankingu znajduje się  na 21. miejscu (Polska na 60.).  Także pod względem bezpieczeństwa kryminalna przeszłość Australii nie wpłynęła na nią negatywnie. Australia znajduje się na wysokim – 9. miejscu  – wśród najbezpieczniejszych krajów na świecie. Powyższe dane pozwalają mieć nadzieję, że więźniowie nie wpłyną negatywnie na jakość nowej ludzkiej kolonii, a jej przyszłość z ich powodu nie musi rysować się w ciemnych barwach.

 

Humanitaryzm nie pozwalałby zmuszać nikogo do takiej decyzji – także więźniów, ale w grę wchodzi jeszcze inna opcja. Więzień sam mógłby zdecydować czy chce udać się na Marsa. Ta alternatywa byłaby szczególnie kusząca dla osób, które nie mają perspektyw wyjścia za życia z więzienia. Wielu więźniów zostało skazanych na dożywotnie pozbawienie wolności i nie wrócą oni do dawnego życia. Podróż na Marsa byłaby „nowym startem”, drugą szansą na rozpoczęcie życia od nowa. Mogliby poczuć, że ich życie nabierze nowego sensu i mogą przysłużyć się nauce i ludzkości. Poza tym byliby wśród grupy pionierów, którzy mają szansę eksplorować nieznane.

 

Podsumowując, plany załogowej misji na Marsa wyglądają coraz bardziej realistycznie. Wprawdzie optymizm zespołu Mars One wydaje się trochę przesadzony, to jednak wydaje się, że w przeciągu najbliższych kilku dekad możliwe będzie postawienie ludzkiej stopy na Czerwonej Planecie. Budowa pierwszej pozaziemskiej kolonii wymagać będzie odpowiednio dużej liczby osób, oznacza to, że w początkowej fazie jej rozwoju będziemy musieli na nią wysyłać Ziemian. Część z nich będzie chciała polecieć dobrowolnie – co pokazał sukces rekrutacji do projektu Mars One, część z kolei może traktować życie na Marsie jako „nowy start”, szczególnie w sytuacji braku zadowalających perspektyw na Ziemi. Do drugiej grupy osób można zaliczyć więźniów, którzy odbywają długoterminowe kary pozbawienia wolności. Wydaje się, że państwa – ze względów humanitarnych –  powinny umożliwić takim osobom wylot na nową planetę nadając nowy sens ich egzystowaniu.